Witaj na swoim blogu w naszej blogosferze blog.deon.pl. To jest Twój pierwszy wpis, dodany automatycznie na dobry początek. Usuń go, a następnie rozpocznij blogowanie!
Witaj, świecie!
Komentarze
2 odpowiedzi na “Witaj, świecie!”
-
Zachęcamy do pisania! Pisz tak, żeby wzbudzać w innych refleksje 🙂
-
Mój dzień Wszystkich Świętych
To jest wyjątkowy dzień. Ich święto, które zachęca do tego, żeby do nich zajrzeć.
Oczywiście oczami naszego ciała nic nie zobaczę. Ale mogę szukać.
Zawarta w Apokalipsie św. Jana wizja mówi, że zobaczył on wielką nieprzeliczoną rzeszę zbawionych ze wszystkich ras i narodów, którzy wielbili Boga przeżywając nieustannie szczęście bycia w Jego obecności.
Czy można pójść za św. Janem i próbować dojrzeć choćby odrobinę z tego co on widział.
Wydawało mi się w pewnym momencie, że idę za nim. Nie wiem jak to się stało ale św. Jan stanął na małym pagórku a w oddali pojawiła się wielka nieprzeliczona rzesza wielbiących Boga.
– Podejdź trochę bliżej.
Podszedłem i w pewnym momencie zobaczyłem ich w przybliżeniu. Zobaczyłem też, że oni wszyscy na mnie patrzą. Nikogo nie rozpoznałem, nikt z nich nie przypominał żadnej znanej mi osoby.
Myślałem, gdzie się schować albo ukryć, bo znalezienie się przed wieloma osobami nieznanymi jest niemiłe. Zobaczyłem też że patrzy na mnie nie tylko pierwszy szereg, ale stojący dalej też mnie widzą i na mnie patrzą. Co ja mam zrobić ? Nie ma gdzie się schować ani ukryć.
Przypomnij sobie anegdotę o pewnej pani, która mówiła swojemu księdzu proboszczowi, co ma poprawić w kościele. Po którymś razie ksiądz proboszcz, zdenerwowany jej wtrącaniem się do spraw, które do niego należą, powiedział jej, że jeśli to jest rzeczywiście z natchnienia Bożego, to ma zapytać się Pana Boga o grzechy księdza proboszcza, które wyznał na ostatniej spowiedzi i powtórzyć je księdzu proboszczowi. Przy następnym spotkaniu ksiądz proboszcz dopytuje: „ No i co mi pani powie?” a owa pani z uśmiechem odpowiada: „ Powiedział, że nie pamięta”. Jeśli On nie pamięta, to Jego Święci tak samo chyba nie pamiętają. Nie powinienem o tym myśleć.
Kiedy stałem zażenowany i jakby zawstydzony, zobaczyłem w pewnej chwili coś nowego.
Oni patrzą na mnie, ale ich wzrok jest przyjazny i ciepły. Uśmiechają się. Poczułem falę życzliwości i serdeczności, która napłynęła z ich strony. Ośmieliłem się zapytać:
– Czy wszyscy, co na mnie patrzą mogą, mnie znać ?
– Tak, znamy ciebie.
– Znamy twoje imię i patrzymy na ciebie, bo oczekujemy, że przyłączysz się do nas i będziesz z nami.
Jeśli tak, to może zapowiadać moją rychłą śmierć i rozstanie się z najbliższymi i światem. To nie jest dobrze.
Oni poznali moje myśli.
– To że patrzymy na ciebie nie może oznaczać jakiegokolwiek przyspieszenia twojego odejścia z świata w którym nadal jesteś i żyjesz. Nie możemy pragnąć czegokolwiek, co nie byłoby zgodne z Jego świętą wolą. Nie możemy pragnąć, żebyś przyłączył się do nas wcześniej, niż w chwili, którą On wyznaczył.
Jednocześnie, mimo rozmowy i spojrzenia na mnie wszyscy śpiewali jakąś pieśń, która wydała mi się niezwykle piękna. Tak łagodna i melodyjna, że tworzyła nastrój spokoju i ciszy wewnętrznej.
Pojawiła się podpowiedź, jakby podszept taki – czy można tak wiecznie śpiewać wraz z taką niezliczoną gromadą, która z życzliwością na mnie spogląda ? Czy to się kiedyś nie znudzi, gdy ktoś będzie ciągle powtarzał to samo?
Chyba dostrzegli moje myśli i obawy.
– Czy ty masz może coś wspólnego z osiołkiem, na którym nasz Pan jechał do Jerozolimy? Jak w ogóle możesz tak myśleć?
Tutaj nic się nie powtarza. A jeśli próbujesz zrozumieć co tu wszyscy przeżywają, to przypomnij sobie swoje górskie wędrówki w stronę szczytu, gdy po umęczeniu się wspinaniem stanąłeś na szczycie. Widok był tak cudowny i przepiękny. My ciągle stajemy jakby na szczycie i nieustannie jawią się przed nami widoki, które napawają zachwytem i szczęściem. Są ciągle nowe i nowe coraz to piękniejsze i bardziej zachwycające jedne od drugich. W tym co oglądamy jest niepojęte piękno, jest tak cudowna muzyka i melodia, której ziemskie ucho nie zdoła usłyszeć. A ten niekończący się zachwyt napełnia każdego z nas nie dającą się opisać radością i szczęściem. Nie łatwo to zrozumieć temu, kto jeszcze pozostaje w doczesności.
– Przepraszam, że nie umiałem tak pomyśleć i tak sobie tego wyobrazić.
Od tego czasu bardzo chętnie przypominam sobie to zdarzenie i wydaje mi się, że dobrze jest do nich wracać z prośbą: „Święci i Święte Boże, módlcie się za nami”.

Dodaj komentarz